Przejdź do treści

Kremsera portrety zrobione przez innych fotografików

                                                             1930-1995

Civis Opoliensis – Fryderyk Kremser…
To wyjątkowa postać, bogata osobowość, barwny życiorys – Polak ?, Niemiec ?, Ślązak ?, Robotnik ?, Inteligent ?, Artysta ?
Po prostu ktoś kto tworzył Genius Loci Opola i Ktoś kto nie miał kompleksu prowincji, nigdy nie chciał z tego miasta uciekać – On je po prostu kochał jak syn swą ojcowiznę. Opole – to był jego Parnas a Śląsk jest Heimatem.
Dla mnie był Mistrzem, który mnie na nowo stworzył, bo są w naszym życiu takie momenty, które zmieniają dotychczasowy sens egzystencji, budują na nowo nasze ideały. Po prostu „przewartościowują wartości. Takim momentem („szczęśliwym trafem”) było spotkanie z Fryderykiem Kremserem. Bałem się pierwszego z nim spotkania (tym bardziej, że doszło do niego z mojej inicjatywy), bo znany był ze swojej bezkompromisowości, mówił otwarcie, co myśli, bardzo oszczędny w wyrażaniu emocji, no i przede wszystkim dzieliła nas różnica pokoleniowa. Powoli „wrastałem w łaski”, aż zostałem zaproszony („dopuszczony”) do paru wspólnych wypraw, po których wracałem pełen zapału do pracy i pewien swego celu… Też chcę być apologetą Heimatu, też chcę „ocalać od zapomnienia” wszystko co stworzyli nasi przodkowie-fakty zapisane w starych źródłach, często rodzin autochtonicznych, utrwalone na setkach fotografii, wydarzeń czasem błahych, mało istotnych, ale pokazujących niezwykle ciekawą i złożoną materię, z której tworzy się historię, a nad którą często zawodowy „opisywacz dziejów” się nie pochyli – to stało się nie tylko pasją – ale sensem mego istnienia tu i teraz, bo pan Fryderyk miał motto (credo) życiowe, które mi często powtarzał, a które teraz jest moim: „Spotykamy w życiu wielu ludzi, jednak tylko nieliczni, wywierają na nas wpływ długotrwały, odciskają się w naszej pamięci, czy wręcz „przechodzą nas” pozostawiając w naszej osobowości rodzaj metafizycznego śladu. Przeważnie są to Ci, od których uczymy się mądrości, co stają się naszymi mistrzami”. (Dla Fryderyka Kremsera taką osobą był Szymon Koszyk, bo to o nim tak po raz pierwszy powiedział).
Wtedy już pan Fryderyk był „kimś” – miał nazwisko – szła za nim sława animatora życia kulturalnego (był inspiratorem i organizatorem około 200 imprez kulturalnych – od spotkań literackich, dyskusji, wystaw, koncertów kameralnych, po wielkie wystawy ogólnopolskie i międzynarodowe), twórcy stowarzyszenia Konwersatorium im. Josepha von Eichendorffa (Kto z nas do lat 80. XX wieku słyszał o wybitnym romantycznym śląskim poecie, którego do publicznego życia literackiego na nowo powołał Kremser ?), wydawcy Zeszytów Edukacji Kulturalnej, a nade wszystko fotografika. Był niezapomnianym gawędziarzem, który nie tylko na fotograficznej kliszy ujmował urodę swojej ojczyzny, ale często dzielił się swymi projektami, refleksjami czy choćby wspomnieniami przed mikrofonem radiowym opolskiego studia. Jego przygoda z fotografią rozpoczęła się w Koźlu (skąd pochodził), gdy przyjął go na ucznia w swoim zakładzie fotograficznym Otton Liebeck-Libczyński. To on rozbudził w młodym Fryderyku pasję do sztuki, uważał, że fotografia to dziedzina sztuki, a zdjęcie jest dziełem… Uczył Kremsera „zdejmować” nie tylko portrety, ale jak fotografować pejzaż, a jak architekturę. Toteż, gdy w 1958 roku Fryderyk Kremser wstąpił do PTTK, wiedział co chce robić – zapragnął zostać fotografem krajoznawcą.
„Zacząłem poznawać tradycje kulturalne kraju, przewędrowałem wszystkie góry polskie i zjeździłem na rowerze wszystkie krainy” (Tak powie o sobie Adamowi Krzemińskiemu w wywiadzie dla Polityki z dn. 22.01.1994 roku).
Nazwisko Kremser zaistniało na firmamencie polskiej fotografiki. Fryderyk Kremser jest uważany za jednego z twórców polskiej fotografii krajoznawczej. Przez blisko dwadzieścia lat stał na czele Forum Polskich Fotografów Krajoznawców. Organizował plenery, szkolenia młodych adeptów sztuki. Mówił o sobie, że krajoznawstwo to jego ideologia, a siła artystyczna to jego Heimat.
Miał bardzo dużo planów, już rozmawialiśmy o następnych tytułach wystaw o kolejnych wydaniach Zeszytów Edukacji Kulturalnej, organizacji penerów, spotkań, aż tu nagle 18 stycznia 1995 roku serce tego wędrowca, który z chlebakiem płóciennym przemierzał ukochaną Opolszczyznę i kraj z zawieszonym aparatem na szyi marki Canon FTb przestało bić. Najpierw szok, niedowierzanie, ale potem refleksja, przecież przemijanie jest funkcją czasu, jest czymś absolutnie naturalnym, pan Fryderyk tylko zmienił przestrzeń. Przyjaciele, Znajomi, Uczniowie, Urzędnicy i wszyscy, którzy go znali deklarowali: „Będziemy pamiętać”. I nawet tak się zadziałało: były spotkania krajoznawców poświęcone jego twórczości, odbyło się parę wystaw, ale ten łańcuch pamięci został przerwany rokiem 1997 – rokiem naszego „opolskiego potopu”. To był armagedon dla Opolan i dla ich materialnego dorobku pokoleń, woda zabierała ze sobą wszystko… I tak popłynęła większość zbiorów Fryderyka Kremsera. Ale ad vocem. Artysta miał dwie pracownie. Jedną na poddaszu secesyjnej kamienicy przy ulicy 1 Maja naprzeciw dworca głównego PKP i drugą, która znajdowała się przy ulicy Piastowskiej.
Z nostalgią wspominam tę pierwszą – dwoma oknami, z których rozpościerał się wspaniały widok nie tylko na dworzec, ale na całe południowe Opole. Pamiętam lornetkę wiszącą na haczyku przy oknie, pan Fryderyk lubił przez nią obserwować zgiełk i ciżbę ludzką na jednej z głównych ulic miasta. Miał wiele pomysłów artystycznych jak ów widok za oknem zatrzymać w kadrze… To w tej pracowni odbywały się twórcze „burze mózgów” przyjaciół. Tu znajdowała się większość negatywów, zdjęć i archiwaliów Forum Polskich Fotografów Krajoznawców. Niestety zaraz po śmierci Fryderyka Kremsera rozpoczęła się walka o „pusty lokal”. Pomieszczenie potraktowano jako atrakcyjnie położone i nadające się na działalność gospodarczą. Cóż sztuka, to nie dochodowy interes – tak sczezną artyści i pamięć o nich. Wdowa po artyście i syn Waldemar zdecydowali, że wszystko co należy do spuścizny artystycznej przeniesiemy do drugiej pracowni – tej przy ulicy Piastowskiej.
Tygodniami segregując i pakując materiały nie mogłem wyjść z podziwu, że ten człowiek tyle stworzył, często natrafiałem na nowe pomysły, na przykład wystaw, które nie ujrzały światła, ale były już prawie gotowe do zaprezentowania. Tak było na przykład z projektem wydawnictwa Civis Opoliensis. Często myślę o tym, że gdyby nie ten pośpiech z odbieraniem pracowni, gdyby nie ta przeprowadzka, to cały jego dorobek – dorobek Mistrza byłby ocalony. Ile pożytku nie tylko artystycznego byłoby ze zdjęć Opola, bo Fryderyk Kremser samodzielnie wykonywał dokumentację fotograficzną miasta, utrwalał detale architektoniczne, kamienice przeznaczone do rozbiórki, ulice do przebudowy, całe kwartały miasta. (Do pana Fryderyka niejednokrotnie konserwatorzy miejscy, służby budowlane, drogowe, przyszli inwestorzy zwracali się z prośbą o dokumentację fotograficzną).
Jego credo brzmiało: ”Giną ślady dawnej kultury…Zaszczytny obowiązek ratowania spraw spada tutaj na amatora fotografa. Że swoim aparatem może utrwalić skazane na rychłą zagładę szczegóły. On to może właśnie gromadzić, z których przyszły uczony będzie odtwarzać życie” No, właśnie, z czego odtwarzać…
Gdy woda opadła, weszliśmy z Waldemarem – synem Fryderyka do pracowni. Byliśmy porażeni i przerażeni tym, jakim zbrodniarzem może być woda. Zabrała i skaziła kilkadziesiąt tysięcy negatywów – tych najcenniejszych, bo dotyczących między innymi historii Opola. Wypłukaliśmy i wysuszyliśmy kilka tysięcy negatywów, kilkaset zdjęć , ale to były to działania doraźne. Mimo wielu urzędowych obietnic ratowania zbiorów, tak wysuszone przeleżały u mnie w piwnicy ponad dwadzieścia lat, bo tutaj jest przechowywana spuścizna po tak zasłużonym dla miasta obywatelu, artyście. Uratowane zostało archiwum Forum Fotografii Krajoznawczej PTTK, biblioteka artysty, wiele pamiątek, nieliczne fotografie i katalogi z wystaw i inne jeszcze nigdzie nie opublikowane materiały. Niejednokrotnie zgłaszają się do mnie studenci magistranci, doktoranci, redaktorzy radiowi i telewizyjni, bo chcą zajrzeć w celach metodologicznych do ciągle bogatego archiwum. Ja sam ciągle odkrywam tam perły, jak chociażby bogata dokumentacja fotograficzna (120 negatywów) targu w Opolu uchwyconego w 1969 roku na dawnym Placu Armii Czerwonej, dzisiaj Mikołaja Kopernika, który obecnie przechodzi totalną przebudowę. (Ach jaka byłaby wspaniała wystawa historii tego miejskiego placu).
Dlatego jestem wielkim admiratorem projektu by „człowiek wiedział na co patrzy, uważnie przyglądał się temu co go otacza i zrozumiał, gdzie żyje” autorstwa pani kustosz Magdaleny Górniak-Bardzik.
Historia zatoczyła koło. Pan Fryderyk Kremser był przez rok pracownikiem Muzeum Wsi Opolskiej i to właśnie ta instytucja i jej pracownicy realizują projekt, którego efektem jest przede wszystkim zabezpieczenie i archiwizacja zagrożonego dorobku wybitnego opolskiego fotografika będącego cennym dziedzictwem kulturowym regionu. Ten człowiek był spirytus movens dwóch kultur: polskiej i niemieckiej, a więc naszych czasów – wzajemnej tolerancji i szacunku. Wierzę, że uratujemy jego spuściznę.
Ps. Tym samym wyrażam wdzięczność Muzeum Wsi Opolskiej, a szczególnie pani Magdzie Górniak za pamięć o Fryderyku Kremserze, i że moja osoba mogła przysłużyć się temu zadaniu, bo: „Człowiek jest wielki nie przez to co ma, nie przez to kim jest, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” (Jan Paweł II).
Joachim Sosnowski
Tekst z Katalogu wystawy „Odkrywanie świata” Fryderyka Kremsera Opole 2018 r.