Przejdź do treści

 

JEST WE MNIE PASJA…

To dobry początek, by poznali mnie Państwo bliżej, bo praca zawodowa i moje zainteresowania historią Opola łączy jedno – służba i pomoc ludziom. W pracy zawodowej jako agent ubezpieczeniowy staram się zawsze pomóc, doradzić, wyjaśnić nie za pomocą suchych paragrafów, ale sytuacji życiowych dokonywać słusznych ubezpieczeniowych wyborów i decyzji. Przez moją pasję, by ocalić od zapomnienia miejsca i ludzi ”małej ojczyzny” też służę Państwu – byście zawsze pamiętali, wiedzieli i byli dumni ze swoich korzeni. Każdy z nas jest jak drzewo – posadzony i zakorzeniony w swoim ogrodzie życia, dlatego należy o niego dbać poprzez całe spektrum ubezpieczeń, ale też własną narrację, czyli historię – tę małą (rodzinną) i tę dużą (społeczną).

A teraz pozwolą Państwo, że opowiem o sobie. Urodziłem się ponad sześćdziesiąt lat temu w Nowej Wsi Królewskiej w rodzinie, która od pokoleń tu mieszkała, mogę więc o sobie powiedzieć „jestem stąd”. Nigdy nie wiązałem swojej przyszłości z innym miejscem niż Opole – a konkretnie Nową Wsią Królewską. Będąc nastolatkiem nie sądziłem, że stanę się pasjonatem swojej dzielnicy, strażnikiem dorobku duchowego i materialnego poprzednich pokoleń. To, że tak się zadziałało zawdzięczam spotkaniu w swoim życiu pana Fryderyka Kremsera – opolskiego fotografika krajoznawcy, który uświadomił mi co to jest ojczyzna ojców, czyli po prostu heimat. W 1996 roku, na łamach ”Gazety Opolskiej” wspominałem o tym, że chciałbym się przysłużyć mojej dzielnicy – Nowej Wsi Królewskiej z racji przypadającej, setnej rocznicy powstania – jednego z najpiękniejszych w diecezji opolskiej – kościołów w stylu neogotyckim. Otóż, zamysłem moim było wtedy wydanie w formie książkowej historii miejscowości, w której się urodziłem i skąd pochodzi moja babcia i prababcia. Idea, która była wtedy w sferze moich marzeń, rzeczywiście „tam” nie pozostała. Znając swój upór i mając wokół siebie grupę życzliwych sekundantów – bez wątpienia na pierwszym miejscu w osobie Żony, na stulecie konsekracji kościoła (2005 r.) ukazało się pierwsze wydanie dziejów miejscowości i historii kościoła w Nowej Wsi Królewskiej. To spotkania z panem Kremserem zainspirowały mnie, by zacząć myśleć o spisaniu dziejów mojej małej ojczyzny. Postanowiłem, że moja praca poszerzy „terytorium zainteresowań”, nie chciałem by kronika była li tylko beznamiętną historiografią. Pragnąłem, by ujawniły się emocje, by wydarzenia miały ludzkie twarze. Stąd tytuł „Nowa Wieś Królewska. Dzieje miejscowości. Historia kościoła”. Myślę, że moje zainteresowania i pasje mają źródło w dzieciństwie. Może jest we mnie jeszcze coś z tego chłopca, z jednej z dzielnic Opola, który mamił się opowieściami o tajemniczych przejściach w pałacach pod Opolem i samym Opolu, który biegał po starym szkolnym budynku przeznaczonym do rozbiórki i „odkrywał” schrony w swej dzielnicy. Tak, chyba to wtedy się zaczęło – zainteresowanie wszystkim co stare, czego „nowa cywilizacja” już nie potrzebuje, co ludzie wyrzucają na śmietnik. Ta świadomość źródła dociera do mnie dopiero dzisiaj. A wtedy? Mój świat młodości i dojrzewania był zupełnie inny. Zainteresowania nie przystawały do wykształcenia. Pochodzę ze starej śląskiej rodziny, gdzie życie rodzinne, to twarde reguły moralne uświęcone tradycją. Nie było więc mowy, żeby zostać historykiem, archiwistą bądź archeologiem o czym marzyłem. Byłem pierworodnym synem z sześciorga rodzeństwa, a więc musiałem zdobyć przydatny, wedle reguł rodziców, zawód. Po drodze były jeszcze inne zainteresowania. Zacząłem malować, bardzo chciałem doskonalić swój rysunek, ale cóż… było dużo obowiązków w domu. A poza tym, co to za chłop, który maluje obrazy? Potem, na krótko była przygoda ze sportem – dżudo. Koledzy nawet zdobywali medale olimpijskie. Po zdaniu matury w jednym z opolskich techników, nigdy nie myślałem jeszcze, że dziecięce zainteresowania wybuchną z taką siłą, aż przerodzą się w pasję. Dorastałem przez wiele lat do tego co stanie się drugą, niezawodową treścią mego życia. Wędrowałem po Opolszczyźnie zaliczając popadające w ruinę pałace dawnych właścicieli majątków w nadziei, że kiedyś zostanie im przywrócona dawna świetność. Z takich nadziei zrodziła się moja pasja do tego co robię dzisiaj. A co robię? Po prostu przywracam duchowe istnienie rzeczom materialnym popadłym w ruinę, zapomnianym i często skazanym na zatracenie. Stąd moje zainteresowanie nie tylko pałacami, ale kapliczkami i to nie przydrożnymi, znajdującymi się gdzieś na polnych roztajach, ale tu w naszym mieście, ba w mojej dzielnicy. Zafrapowały mnie „Nepomuceny”, których na Opolszczyźnie i w samym Opolu jest sporo. Kapliczki, ustawiane przy drogach, na ich rozstajach, polach i przydomowych posesjach od średniowiecza, uświadomiły mi, że są szczególnym elementem w krajobrazie naszej małej ojczyzny, bowiem nam potomnym mówią o potrzebach duchowych naszych przodków. Poznając ich historie, stwierdziłem, że ich dzieje są wręcz niezwykłe, dlatego w 1995 roku postanowiłem „ocalić od zawalenia” popadającą w ruinę murowaną kapliczkę z pierwszej połowy XIX wieku, znajdującą się przy wylocie z Nowej Wsi Królewskiej do centrum miasta. Udało się i po dwóch latach remontu znów odzyskała swój blask. W tamtych latach Państwowe Służby Ochrony Zabytków dysponowały skromnymi środkami na ratowanie kapliczek przydrożnych. Mnie się to udało. Dzisiaj jestem dumny, kiedy patrzę – przejeżdżając ulicą Walecki – jak pięknie służby konserwatorskie naszego miasta po wielu latach ponownie odrestaurowały kapliczkę, z chwilą wyburzenia starych kamienic i wkomponowania w jej tło nowego bloku mieszkalnego. Odkąd mam te swoje pasje, życie nabrało innego wymiaru. Może to zabrzmi pompatycznie, ale ważne jest by… człowiek identyfikował się z czymś ważnym, wartościami wzbogacającymi ludzką godność. To co robię daje mi wielką radość – wypełnia moje człowieczeństwo. Jest to kropla w oceanie, bo tak niewiele czasu człowiek współczesny ma na rozwijanie swoich pasji. Żyjemy dzisiaj w takim tempie, że nie tylko brakuje nam czasu, ale po prostu – pracując zawodowo – nie starcza nam sił. Marzymy by odpocząć. Tu rodzi się opór. Jesteśmy ”średnio młodzi”! Nie wystarczy dziś tłumaczenie: „jak będę na emeryturze odkurzę swoje pasje i zabiorę się do dokończenia rozpoczętych tematów”. Nie! Musimy wyrwać tej „codzienności wciąż brakującego czasu” coś, co nam daje teraz radość – dzisiaj. Coś, co nazywa się pasją z którą można (trzeba!) się dzielić. Mieć świadomość, że poznając coś i odkrywając – można przekazać to dalej. Stąd zrodziła się myśl, by to co robię przekazać dalej. Tylko w jaki sposób? Przecież jestem li tylko amatorem, czy dam radę? Czy mam moralne prawo publicznie dzielić się swoimi pasjami, czy może dalej powinny zostać w domowym zaciszu? W swoich poszukiwaniach dotarłem do wielkiego admiratora mych pasji – Bogusława Szybkowskiego – filatelisty, numizmatyka, kolekcjonera zafascynowanego widokami starego Opola, a od dwudziestu trzech lat również wydawcy pięknych albumów, przedstawiających historię miast (regionów) w oparciu o dawną pocztówkę i fotografię. Albumy te promują miasto (region) i ludzi, którzy budując nowe z pietyzmem odnawiają stare, jak czytamy na stronie wydawnictwa. Kolekcja pana Szybkowskiego stała się dla mnie kopalnią wiedzy i zaczynem moich nowych zainteresowań. Otóż „zamierzyłem” się na pisanie artykułów do… gazety reklamowej (istniejącej w Opolu przez wiele lat), w której w latach dziewięćdziesiątych pracowałem. Postanowiłem na jej łamach „reklamować historię Opola”. Zamysł był taki, by opolanie chodzili śladami historii i konfrontowali ją z dniem dzisiejszym. Tak zrodziła się idea „Weekendowych spacerów”. Chciałem „by człowiek wiedział na co patrzy, uważnie przyglądał się temu, co go otacza i zrozumiał, gdzie żyje”. Przed laty taki sam cel wyznaczył sobie mój mistrz – Fryderyk Kremser. Otóż na łamach „Trybuny Opolskiej” w 1982 roku publikował cykl artykułów pod tytułem „Znasz li ten kraj” poświęcony historii i zabytkom Opola, głównie okresowi secesji. W 1984 roku kontynuacją tego cyklu były „Fotografie z dawnych lat” oraz w 1986 roku „Notatnik regionalisty”.„Weekendowe spacery” wyzwoliły we mnie ogromną chęć pokazywania miasta, którego już moje pokolenie (wtedy trzydziesto parolatków) nie pamiętało, a nasi rodzice, albo dziadkowie – opolanie od pokoleń – by odnajdywali w tych artykułach motyw do refleksji i porównań – jakie było Opole kiedyś, a jakie jest teraz. Chciałem aby te artykuły ze starymi fotografiami bądź widokówkami prowokowały czytelnika do refleksji nad przemijaniem nie tylko życia człowieczego, ale też życia miasta, rzeczy materialnych…Owocem moich zainteresowań oraz publikacji w „Suflerze” było zaproszenie mnie do udziału w tworzeniu albumu – zbioru dawnych pocztówek Opola wydanego tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 1997 roku, zatytułowanego: „Pierwszy i największy wybór starych pocztówek Opola w albumie. Opole na dawnej pocztówce”. Autorem i redaktorem był wspomniany już wydawca i przyjaciel Bogusław Szybkowski. O popularności albumu niech świadczy fakt, że był czterokrotnie wznawiany, a w 1998 roku otrzymał statuetkę za „Najlepszy produkt Opolszczyzny ‘98” w dziedzinie kultury. W tym samym czasie – w roku 1997 zostałem zaproszony do udziału w tworzeniu książki, traktującej o przeszłości Opola w kontekście jego teraźniejszości pt.: „By czas nie zaćmił i niepamięć”, wydanej przez Urząd Miasta Opola w opracowaniu pani Krystyny Raczyńskiej. Dzisiaj czuję, że znajomość z Fryderykiem Kremserem i Bogusławem Szybkowskim obudziła we mnie i grupie takich jak ja zapaleńców poczucie przynależności do tej Małej Ojczyzny. Moją Małą Ojczyzną jest Opole i Opolszczyzna. Nie mam żadnych ambicji stać się znanym poza moje Opole – to takie dla mnie ważne, że mogę powiedzieć: moje miasto… W swojej pasji stałem się „nałogowcem” i nie ma dla mnie odwrotu. Oprócz pracy zawodowej, która we współczesnym świecie, zajmuje coraz więcej czasu, wykradam z niego każdą chwilę na pozostałe swoje pasje, związane z historią dzielnicy – na przykład cmentarz, który jest kopalnią wiedzy o historii jej mieszkańców, a w 2012 r. zaangażowałem się w przygotowania i pomoc przy generalnym remoncie wieży i dachu naszego kościoła. Mam jeszcze mnóstwo marzeń, planów, idei i tematów, które jeśli zdrowie i czas pozwoli będę wcielał powoli w życie. Wiem, że brak mi warsztatu metodologicznego, ale ja nie mam ambicji naukowych, ja chcę tylko „ocalić od zapomnienia” i krok po kroku odkrywać przed mieszkańcami fragmenty z przeszłości mojej ukochanej Nowej Wsi Królewskiej.

Pisząc ten artykuł o sobie pragnę go zadedykować wszystkim tym ludziom, którzy szukają w chaosie dnia codziennego swego celu i autorytetu.
Ja mogę powiedzieć – znalazłem.

Joachim Sosnowski

IV 2023 r.

Joachim Sosnowski – Agent ubezpieczeniowy

Ta strona jest dla Was !

23 komentarze do “O MNIE”

  1. Dzień dobry, bardzo zaciekawiła mnie strona która Pan stworzył , jestem była mieszkanką Nowej Wsi Królewskiej. Po przeczytaniu artykuł o szkolnictwa zaciekawił mnie opis życiorysu które musiały pisać dzieci w 19 wieku. Posiadam w moim archiwum kopie życiorysu mojej pra pra babci napisany w 1867 roku i jej rodzeństwa. Próbowałam się dowiedzieć od rodziców skąd ta kopia niestety nikt nie wie. Czy jest gdzieś możliwość zobaczenia w oryginale te życiorysy? Pozdrawiam serdecznie Magdalena

    1. Dobry wieczór. Bardzo się cieszę, że zainteresowałem Panią moja stroną a szczególnie artykuł o szkolnictwie w którym opisuję księgi z życiorysami uczniów – absolwentów “starej 15”. W moim archiwum posiadam kompletną księgę ze wszystkimi wpisami od 1864 do 1876 roku. Oczywiście nie jest to oryginał, tylko kopia, którą osobiście zrobiłem, dzięki uprzejmości dawnej Pani dyrektor szkoły nr 16 w naszej dzielnicy. Ten wspaniały dokument dokument odkryłem podczas zbierania materiałów do książki o historii mojej ukochanej Nowej Wsi Królewskiej. Jeśli miałaby Pani ochotę powiedziec, jakie to są nazwiska, jestem w stanie od razu potwierdzić, czy te życiorysy pochodzą z tych akt. Podrawiam serdecznie – Joachim Sosnowski

  2. Dobry wieczór, bardzo chętnie podzielę się informacja o jakie życiorysy chodzi. Nadal cały czas poszukuje informacji o moich przodkach którzy od dawna mieszkali w Nowej Wsi Królewskiej. . Mam opis żywota następujące osób, Franciszka Kurpiers, Franz Kurpiers, Lucia Kurpiers, Maria Kurpiers. Te osoby są rodzeństwem . Ich matka to Johanna Kurpiers z domu Strzalka. Jej grób jeszcze się zachował w Nowej Wsi Królewskiej mimo że minęły już 102 lata. Pozdrawiam Magdalena Gajda

    1. Dobry wieczór. Dziękuję za przesłanie nazwisk Pani przodków. Jak wcześniej wspomniałem, pragnę potwierdzić, że wszystkie cztery życiorysy pochodzą z księgi, którą opisuję na swojej stronie, w zakładce o szkolnictwie. Cieszy mnie ogromnie, że poszukuje Pani korzeni swoich przodków. Tym bardziej, że mogę w tym choć trochę Pani pomóc. Analizując tę księgę (Akta) wpisów uczniów-absolwentów – rodzeństwo w kolejności: Franz (wpis 26), absolwent w 1865 roku, Franziska (wpis 91, absolwentka w 1868 lub 1869), Maria (wpis 180) i Lucia (wpis 224) napewno są dziećmi Martina Kurpiersa – bauera (rolnika) pochodzącego z NWK i jego żony Johanny, z domu Strzalka, pochodzącej również z NWK. Otóż Ci rodzice (Martin i Johanna) mieli jeszcze jedną córkę – Margaretę (nie widnieje we wpisach uczniów) i dwóch synów – Jakuba i Wojciecha (oboje również nie widnieją w aktach uczniów). Niestety, nie wiem, która z tych osób jest Pani pra, pra babcią ? Mam pewną wątpliwość co do roku wpisu 1867 Pani pra, pra babci?
      Jak to sobie wyjaśnimy, będziemy mogli przejść do następnych odkryć Pani przodków. Szczególnie najstarszego – Franza Kurpiersa o którym dużo odkryłem w innych źródłach. Proszę o imię pra, pra babi. Będziemy dalej mogli działać. Pozdrawiam

    1. (Duży) to przeoczenie do usunięcia. Pojawiało się, kiedy zmniejszałem rozmiar zdjęcia. Jeśli chodzi o podpisy, to wpisuję zawsze, kiedy znam autora, albo źródło. Cenna uwaga, że powinienem wpisywać fot.N.N. jak nie znam źródła pochodzenia. Czy masz na myśli pocztówki, że powinienem wpisywać wydawcę? Nie robię tego, kiedy publikuję awers i rewers danej pocztówki, bo wydawca jest na rewersie? Podpowiedz, jak zamieszczać profesjonalnie pocztówki i zdjęcia, których będzie docelowo setki?

  3. Witam, bardzo się cieszę że ze ma Pan życiorysy o które pytałam super. Moja pra ora babcia jest Franciszka Kurpiers. Czemu tam nie ma życiorysów pozostałych dzieci , mam odpowiedź na to pytanie. Historia jest bardzo ciekawa. Mam tylko pytanie czy mogłabym Panu te informacje wysłać na maila ? Szukałam Pana maila na tej stronie. Pozdrawiam Magdalena

    1. Niestety, na tym etapie nie posiadam więcej informacji o tej nauczycielce.
      Wszystko jednak przed nami. Potrzebny jest tylko czas.
      Pozdrawiam

    2. Witam
      Jestem w posiadaniu dokumentów dotyczących rodziny Klose.
      Nauczycielka Agnes Klose [1886-1954]była córką Józefa Klose[1852-1911 który pochodzil z Ligoty Prószkowskiej] oraz Margarethy Klose [1863-1929 z domu Kurpiers]
      Miala Brata Józefa [1890-1918]oraz siostrę Johanne[1884-1955 po mężu Laxy, zamieszkiwali w Groszowicach].
      Józef Klose był sponsorem budowy Kościoła na NWK.
      Ich Rodzinny grób to pierwszy po prawej stronie od kapliczki- cmentarz ul. Zielona.

      1. Świetnie!!!
        Od prawie roku, wspólnie z Magdą Gajda analizujemy rodzinę w której pojawiła się nauczycielka Agnes Klose.
        Jeśli pozwolisz, prześlę na Twoją skrzynkę pocztową fragment korespondencji z Magdą, dotyczący Agnes Klose.
        Będę wdzięczny za wszystkie informacje dotyczące rodziny Klose a szczególnie nauczycielki Agnes Klose. Być może znasz już Magdę Gajda, ponieważ jej rodzina powiązana jest z rodziną o której piszesz. Bardzo chętnie będę Waszym łącznikiem w poszukiwaniu i odkrywaniu historii Twojej i Magdy rodziny.
        Pozdrawiam serdecznie.

  4. Dzień dobry. Bardzo fajna strona stworzona przez faktycznego i zaangażowanego pasjonata. Na Pana stronie znalazłem pocztówkę z nazwiskiem Serwotka Urban. Dom w Opolu, w którym mieszkam zbudowała rodzina Serowotka, która pochodziła właśnie z Nowej Wsi Królewskiej. Ponieważ ciekawi mnie również historia mojej okolicy mogę podzielić się z Panem swoją wiedzą odnośnie historii tej właśnie rodziny. Odnalazłem stare dokumenty, odnalazłem groby, mam jakąś tam wiedzę choć z tą rodziną łączy mnie tylko dom zbudowany w 1900 roku. Pozdrawiam

    1. Dzień dobry. Nazwisko Serwotka w NWK było popularne i znajduje się w moim drzewie genealogicznym. Do niedawna sądziłem, że korzenie mojej rodziny w Nowej Wsi Królewskiej sięgają tylko pradziadków (Elisabeth i Rochus Lach), jednak pół roku temu potwierdziłem, że tu urodził się również mój pra, pra dziadek Andreas Klisch. Będę wdzięczny za wszelkie informacje o rodzinie Serwotka, które Pan posiada. Dzięki temu – być może – będziemy mogli stworzyć kolejną sagę rodu z NWK, ponieważ docelowo zamierzam na tej stronie umieszczać historie wraz z galeriami rodów, które tworzyły historię NWK.
      Pozdrawiam

  5. Witam, planujesz napisać jakiś artykuł o pomniku poległych w I wojnie światowej ? zwłaszcza że kilka lat temu odnaleziono jakieś części tego pomnika nieopodal kapliczki-dzwonnicy.

  6. Dzień dobry , w zakładce Rody z Nowej Wsi Królewskiej nie ma żadnych informacji, czy zakładka jest dopiero w przygotowaniu? Pozdrawiam Magdalena Gajda

    1. Dobry wieczór. Tak, zakładka Rody jest jeszcze w sferze przygotowań. Ponieważ doba jest wciąż za krótka dla mnie, pomyślałem, że Pani Magda mogłaby troszkę wspomóc te przygotowania, bo wiem, jak bardzo jest Pani zaangażowana w tworzeniu historii Pani rodziny. Mój pomysł jest taki: Chciałbym zaprosić Panią do stworzenia pierwszej zakładki o Rodach z Nowej Wsi Królewskiej. Pani przygotowałaby historię swojej rodziny w formie tekstu a wspólnie wybralibyśmy zdjęcia, które przez wiele tygodni wcześniej omawialiśmy. Jak się Pani ten pomysł podoba?
      Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *